Piąta ćwiartka w wydaniu Sofitel Maciej Majewski

czyli o temacie kontrowersyjnym dla niektórych właścicieli kubków smakowych.

28
Październik

-
-
poziom trudności: średni

Przed nami temat dość egzotyczny. No może nie aż tak bardzo, ale mówiąc o tym w towarzystwie „niegotujących” wywoływałam skrzywienie na twarzy, odruchy przypominające wymiotne, o ścisku szczęk męskich nie wspominam nawet. Jeden ze znajomych stwierdził, że chyba boi się spotykać ze mną, bo niebezpieczna jestem – umiem obierać bycze jądra! Ja się uśmiecham i cieszę niezwykle, bo raptem tydzień temu wzięłam udział w świetnych warsztatach. Dzięki uprzejmości Pani Karoliny Gochino (Manager PR Sofitel) i dzielnie działającej w świecie blogerów kulinarnych Julity Strzałkowskiej (odsyłam Was serdecznie do Wrzącej Kuchni) 21 października 2014 w Le Victoria Brasserie Moderne w hotelu Sofitel w Warszawie zorganizowano warsztaty. Poprowadził je Chef Maciej Majewski, genialny człowiek z typu tych,  których uwielbiam słuchać. Wprowadzał nas w świat mniej znany, mniej spotykany – w świat podrobów, o których mniej słychać na co dzień. Nie było wątróbki czy drobiowych serduszek, nie, nie. Na blat wjechała grasica, bycze jądra, kacze serca, szpik i móżdżki cielęce. Przyznacie – gratka dla kucharzy, dla fanatyków przydługiego siedzenia w kuchni, tych, którzy mimo miłości do schabowego poszukują nowych dróg i smaków – czytaj dla mnie.

W pięknym wnętrzu, w samym sercu stolicy, my dzielna grupa pod wezwaniem chwyciliśmy za noże (tudzież za smartfony – nieodzowny atrybut blogera) i z ekscytacją wzięliśmy się do obróbki wspomnianych wyżej ingredientów. Dla części nie było nowością trzymanie w dłoniach grasicy, móżdżku czy szpiku – ok, to spotykaliśmy, ale bycze jądra, czy kacze serca?! Przynajmniej dla mnie były czymś nowym. Nie chodzi o to, że nie słyszałam o tych że, ale przyznam, że jądra przygotowywałam po raz pierwszy, kacze serca również (właściwie przyglądałam się). Pewnie głównie dlatego, że trudno je dostać w sklepach w pobliżu (choć już wiem, że na Polnej w Warszawce są do dostania). No ale przyznajmy szczerze, nie myślałam o tym, żeby ich szczególnie poszukiwać do zeszłego tygodnia, kiedy to przygotowywanie okazało się bardzo proste, wynik zabiegów kulinarnych pyszny – kwestia tylko jak do tematu podejść.

Każdy miał możliwość wybrać sobie, z którym z wyłożonych na blacie produktem chciałby się bliżej zaznajomić tj. pod czujnym okiem Macieja zabrać się do gotowania. Zgadnijcie co wybrałam? Właściwie nie miałam wyboru, choć cieszyłam się, że nikt się nie pokusił o rezerwację byczych jąder przede mną. Jak już iść na warsztaty z produktami „tajemniczymi” wolę trafić na coś, z czym do tej pory nie miałam do czynienia, w końcu po nauki poszłam.

Nie opiszę Wam wszystkich potraw, skupię się głównie na częściach byka. Inna sprawa, że z przyczyn logistycznych nie mogłam być na warsztatach do końca (nad czym ubolewam, ale jak mus to mus trzeba było gnać po malucha do żłoba i nie ma zmiłuj się). Na szczęście kacze serducha, móżdżki i jądra popróbowałam i wiem, że są po pierwsze jadalne do tego część z dań naprawdę smaczna, po drugie można je bardzo prosto, choć może nie aż tak szybko przygotować, po trzecie po warsztatach stwierdziłam, że mój plan zaszaleć kiedyś i zorganizować kolację pod hasłem „Bizzare Dinner” jest coraz bliżej realizacji. Bo już od dawna myślę o tym, jakby tu jeszcze urozmaicić swoje menu imprezowe, teraz wiem – bójcie się goście!

Ale do sedna, czyli warsztatów, organizacji i samych przepisów. Warsztaty na mocne „pięć”, podejście do nas, uczestników – na najwyższym poziomie, wszystko przygotowane na czas, stanowiska dla każdego, uśmiech Pani Karoliny i chęć pomocy w każdej kwestii. Fotograf zorganizowany przez Sofitel bardzo ułatwił nam pracę, bo można było łapać za noże a nie myśleć o tym, że przydałoby się kilka fot. Do tego, co wcale nie jest takie oczywiste (wybaczcie organizatorzy innych warsztatów) można było się czegoś nauczyć. Nie bywam zbyt często na warsztatach, głównie z braku możliwości czasowych, ale niestety przeważająca większość tych, na których byłam ma poziom … mocno podstawowy. Tu było inaczej. Maciej Majewski grzecznie odpowiadał na wszystkie nasze pytania, w trakcie chyba zauważył, że można z nami trochę bardziej popłynąć w rozmowach jedzeniowych, za co jestem mu wdzięczna, traktował nas jednym słowem na równi.

A bycze jądra? Hmmm należy obrać, co nie stanowi większego problemu (na zdjęciach zobaczycie te w wersji obranej już i takie jeszcze przed tą fazą). Następnie pokroić (sugeruję bardzo ostry nóż) na paski, wycinając kawałek podłużnej, twardszej błony w środku. Smażymy je na bardzo mocno rozgrzanym oleju (w naszym wypadku olej imbirowy – kolejne moje odkrycie warsztatowe). Dość krótko, ale na pewno do czasu aż odparuje wypuszczana z nich woda. Należy precyzyjnie wyłapać moment, by ich nie przesmażyć inaczej będą gumowe – coś podobnie jak z kalmarami, choć trochę dłużej smażymy. Do oleju można dodać czosnek i chili, nadadzą całości charakteru. Wcześniej, przed smażeniem na woku jąder, należy przesmażyć boczniaki i pak choi , też niezbyt długo, mają pozostać lekko chrupiące. Odłożyć na bok, przesmażyć jądra i dołożyć warzywa. Wszystko doprawiamy sosem sojowym, a na koniec posypujemy czarnym sezamem.

Jak dla mnie ta delikatna część byczka to pole do eksperymentów i nowych odkryć smakowych. Maciej zasugerował wersję na nutę azjatycką, ale to tylko opcja. Myślę, że w wersji bardziej słodkiej, ziołowej czy mocno pikantnej można stworzyć całą gamę „jądrowych” odsłon. Dzięki Maciej! Mam w głowie już kilka pomysłów do realizacji, byle tylko dostać główny składnik i do dzieła.

A pozostałe menu wyglądało tak:

Grasica cielęca z puree z kalafiora z sosem z trawą żubrową

Kacze serca w mocnym bulionie kaczo-grzybowym z grzybami enoki, smardzami i świeżym lubczykiem

Móżdżek cielęcy w panko z szafranowym aioli

Pieczony szpik podany z sałatką z pietruszki i kaparów

I na koniec:

Każde z dań przygotowanych przez nas mogliśmy w eleganckim wnętrzu i przy specjalnie dla nas przygotowanym stole spokojnie delektować racząc się miłym towarzystwem Macieja i Karoliny oraz oddając się rozmowie jakby tu jeszcze te kacze serca, albo inne móżdżki przyrządzić.

Jeszcze raz dzięki Sofitel za organizację naprawdę świetnych warsztatów!

PS.

Co wrażliwszym odradzam zbyt mocne przyglądanie się fotkom, tak tylko ostrzegam.

Podobne przepisy:
Oceń przepis:
nie ma szans!da się zjeść, ale nie za darmoda się zrobić coś lepszegoda się zjeść, ale czegoś tu brakujecałkiem smacznesmaczne, choć moze być lepszebardzo smaczne, ale dodał(a)bym tu czegośbardzo smaczne, w sam raz na obiadpycha!absolutne mistrzostwo sztuki kulinarnej (Jeszcze nikt nie ocenił)
  • http://wrzacakuchnia.pl Julita Strzalkowska

    Super :)

reklama: Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisw Top blogi